poniedziałek, 11 września 2017

Zaskoczenie, zamieszanie i ogólne zaczytanie..."Paskudna historia" Bernard Minier Wydawnictwo Rebis



„Thriller wywracający wszystko do góry nogami”. To pierwsza opinia którą usłyszałam o książce "Paskudna historia" Bernarda Minier. Czy się sprawdziła?

Akcja powieści toczy się na jednej z wysp na Pacyfiku, między Ameryką, a Kanadą. Wydaje się, że życie na tak małym obszarze, gdzie właściwie wszyscy się znają mija bardzo spokojnie i nie może niczym zaskoczyć. Tymczasem dochodzi do brutalnego morderstwa. Ginie szesnastoletnia dziewczyna. Okoliczności zdarzenia budzą wątpliwości. Mieszkańcy są zszokowani. Jak się okazuje mają oni wiele tajemnic, które niekoniecznie powinny wyjść na światło dzienne. Najbardziej przerażony wydaje się być chłopak ofiary, który postanawia na własną rękę odkryć tajemnicę śmierci dziewczyny. Przy okazji poznaje wiele odpowiedzi na pytania dotyczące własnego życia.

Co jest pewne to to, że książka wciąga i nie chce za bardzo puścić, aż do momentu, w którym dojdzie się do ostatniej strony. Jest szybka akcja, są elementy zamieszania i zaskoczenia. Czyta się ja bardzo dobrze . Początek może trochę spokojniejszy, mniej intrygujący. Ale im dalej, tym czytelnik jest bardziej zainteresowany. Trudno rozgryźć tę zagadkę, co jest dodatkowym plusem książki Miniera. 

Choć w thrillerach najważniejsze jest napięcie i wartkość akcji, w tej powieści spodobało mi się również zwrócenie uwagi na potęgę internetu oraz portali społecznościowych w dzisiejszym świecie. W tym momencie nikt jest anonimowy, choćby mieszkał na najdalszym zakątku świata.  Po tej lekturze zastanawiam się czy przekroczenie granic i skrócenia odległości jest naszym sukcesem, czy właśnie krokiem działającym na naszą niekorzyść.

Osobiście uważam „Paskudną historię” za ciekawą i wartą przeczytania. Co prawda moje oczekiwania były zbyt wygórowane i chyba dlatego „fajerwerki nie wystrzeliły”. Ale poczucie, że przeczytało się dobrą książkę pojawiło się z całą pewnością.

Polecam !!

Za książkę dziękuję Radziowi  :)

sobota, 9 września 2017

Związkek niemożliwy ?"Nino i Ali" Kurban Said Grupa Wydawnicza Foksal

Historia miłości ludzi, którzy reprezentują dwa światy. On muzułmanin, zakochany w pustyni, spokoju i ciszy. Ona, chrześcijanka, ciekawa świata, oraz wszystkiego tego co europejskie. Mieszkają w Baku, miejscowości, która leży na granicy Europy i Azji, granicy Wschodu i Zachodu.Ich miłość będzie musiała pokonać dzielące ich różnice oraz poglądy na świat. Będzie musiała zmierzyć się z sytuacją polityczną, która w tamtym okresie (około sto lat temu)  była bardzo dynamiczna.

Choć motorem opowieści jest miłość, to jednak pod jej płaszczem ukazane są sprawy dużo poważniejsze. W sposób niemal doskonały, mamy przedstawione różnice kulturowe jakie istnieją między chrześcijanami, a muzułmanami. Pokazane jest tak bardzo inne podejście do spraw najprostszych jak rodzina, ale i do bardziej skomplikowanych jak polityka czy sama czysta religia.

Książka nie wydaje się trudna w odbiorze. Czyta się ją szybko i lekko. Niemniej jednak dostarcza wielu emocji oraz tematów do przemyśleń. Chyba nie przesadzę, jeśli napiszę, że pogłębia wiedzę na temat kultury i historii wschodu.

Autor wykorzystał temat stary jak świat, by pokazać, że wszyscy jesteśmy ludźmi i nasze ludzkie emocje są silniejsze niż przekonania, wierzenia. W ten bardzo sprytny sposób dał do zrozumienia, że nawet dwa obce światy, mogą się połączyć. Ich współistnienie wydaje się niemożliwe, ale może jednak jest jakiś wspólny mianownik?

Książkę czytało mi się bardzo dobrze.Przyznaję, że trochę nastawiłam się na większy zachwyt. Może jest to wynikiem zbyt dużego nagłośnienia książki, a może tego,że świat kaukaski jest zbyt obcy dla mnie, aby móc odczuć "tego ducha", o którym tyle czytałam.

Niemniej jednak, zachęcam do sięgnięcia po tę lekturę. Jest to na pewno coś innego, i z całą pewnością coś bardzo ważnego.

Polecam !!

Za książkę dziękuję

Grupie Wydawniczej Foksal


wtorek, 25 lipca 2017

Fascynujący świat sąsiadów "Gottland" Mariusz Szczygieł Wydawnictwo Czarne

Mariusz Szczygieł najpierw zauroczył mnie swoją osobą. Kiedy sięgnęłam po jego książki, zafascynowałam się tworzoną przez niego literaturą. Po jednym ze spotkań autorskich ze wspomnianym reportażystą, zaciekawiona wybrałam "Gottland". Nie zawiodłam się.

"Gootland" jest zbiorem reportaży dotyczących Czech, historii tego państwa, znanych postaci i mniej znanych opowieści zwykłych ludzi. I tak dowiadujemy się jak powstała i działała firma obuwnicza "Bata", poznajemy smutne losy Lidy Baarovej- aktorki, za którą szalał Goebells, czy Otakara Szveca, który pechowo został wybrany do zaprojektowania największego na kuli ziemskiej pomnika Stalina. Te i inne historie pokazują to, o czym tak mało wiemy. Czasy, które tak na prawdę nie zostały jeszcze rozliczone, a są tak znane nie tylko przedstawicielom narodu czeskiego.

Każdą z opowieści niemal się pochłania. Są one fascynujące. Mówią one więcej niż nie jeden podręcznik do historii, choć autor użył minimum słów. Przedstawione tematy są nie raz trudne i dosyć bolesne. Czytelnik przeżywa je tym bardziej, że wie, że zdarzyły się na prawdę.

Pokazują one losy ludzi, którzy albo stawali przed wyborem, po której stronie opowiedzieć się by utrzymać na powierzchni,  albo tych których niepozorne decyzje pozbawiały  takiego wyboru i właściwie niszczyły życie. Przykładem tego są losy piosenkarki, Marty Kubisovej. Mogła zrobić karierę taką jak Helena Vondračkova, a może i większą. Jej niepozorna decyzja o zaśpiewaniu piosenki, której treść rozwścieczyła władze systemu, doprowadziła jej życie do ruiny. Władza sfabrykowała jej zdjęcia i zrobiła z niej gwiazdę pornograficznej gazety. Odtąd w jej życiu gościł już tylko strach, bo wszyscy zwrócili się przeciwko niej.

Autor nie tylko przybliża nam kraj sąsiadów, który go tak bardzo pasjonuje. On również zmusza nas do myślenia. To co się stało może minęło, ale nie ma gwarancji, że nie wróci. Trzeba pamiętać o tamtych czasach. Trzeba o nich mówić i dowiadywać się jak najwięcej. Tylko dobrze odrobiona praca domowa z historii, zapewni spokój i bezpieczeństwo na przyszłość.

Bardzo polecam te reportaże. Czytając niemalże "słyszy się" jak Mariusz Szczygieł je opowiada, jak wielką niezwykłość w sobie niosą. I choć literatura dotyka tematów poważnych, to czyta się ją niezwykle lekko. Mariusz Szczygieł nie pozbawił jej również, tak ważnego, specyficznego poczucia humoru.

Polecam !!

wtorek, 18 lipca 2017

Pozornie niepozorna..."Dziedzictwo" Ann Patchett Wydawnictwo Znak Literanova

Lubię być zaskakiwana przez książki, które wybieram. Sięgając po tę pozycję nie miałam zbyt dużych oczekiwań. Spotkało mnie przemiłe zaskoczenie.

Pozornie zwyczajne przyjęcie z okazji chrzcin małej dziewczynki, Franny. Zjawia się mnóstwo osób. Upał, gwar. Ktoś przynosi gin, i nagle wszyscy maja ochotę na drinka z sokiem ze świeżych pomarańczy. Pod wpływem alkoholu przyjęcie zaczyna wyglądać inaczej. Tym kto doniósł butelkę pełną procentów był Bert, prokurator, który tak naprawdę wprosił się na imprezę do ledwo znanego policjanta, Fixa. Bert, nie tylko robił drinki. Bert na skutek ogromnego przyciągania całuje żonę Fixa, Beverly. I choć jest to niepozorne zdarzenie, to kolosalnie zmienia życie dwóch rodzin, zwłaszcza szóstki dzieci.

Opis książki może sugerować zwykłą powieść o romansie i jego skutkach. Ale takie uproszczenie byłoby bardzo krzywdzące dla tej historii. Tekst opowiada przede wszystkim o tym jak ważna jest w naszym życiu rodzina, to jakie panują w niej warunki. Bez względu na otoczenie  w jakim żyjemy, to najczęściej rodzina determinuje naszą przyszłość. Dzieciństwo wpływa na nasze decyzje, na to kim chcemy się stać. Czasem też powoduje wielkie zagubienie w dorosłym życiu.

Zarówno proste, jak i niezwykłe jest to, że na rodzinę, składa się zbiór jednostek. Każdy jest inny. Każdy ma swoje marzenia i pragnienia. Czy to oznacza, że każdy ma prawo dążyć do ich spełnienia? Czy rodzice decydując się na dzieci nie pozbawiają się mimo wszystko prawa, do osiągnięcia własnego szczęścia? Choć brzmi to okrutnie, to w kontekście tej powieści pytanie nasuwa się samo. Losy tej szóstki dzieci, mogłby wyglądać zupełnie inaczej, gdyby nie decyzje ich rodziców.

Jeśli sama tematyka Was nie zachęciła, to dodam, że książkę właściwie się pochłania, a nie czyta. Wciąga od pierwszej do ostatniej strony. Pozostawia masę refleksji. Człowiek nie może przestać odnosić jej do swojego życia i do własnych wyborów.

Gorąco polecam tę powieść. Doskonała na trochę wolniejszy, wakacyjny czas. Lekka w odbiorze, mocniejsza w przekazie.

Polecam !!

Za książkę dziękuję:

poniedziałek, 10 lipca 2017

Siła spokoju siedmiolatka czyli "Jak Kalle rozprawił się z bykiem" Astrid Lindgren, Marit Törnqvist Wydawnictwo Zakamarki

Astrid Lindgren jest pisarką, na której książkach wychowało się niejedno pokolenie.I choć w dzisiejszych czasach, trudno skoncentrować uwagę dzieci na literaturze, tej autorce nadal się to udaje. Wydawnictwo Zakamarki wydało jedno z opowiadań szwedzkiej pisarki pt."Jak Kalle rozprawił się z bykiem", z ilustracjami Marit Törnqvist.
Adamie Engelbrekcie. W niedziele Wielkanocną postanowił  zerwać się z powroza i wywołać niemałe zamieszanie wśród mieszkańców wioski. Wszyscy wstali od świątecznych stołów, by zobaczyć, co też to szalone zwierze zamierza. Każdy miał pomysł jak zaprowadzić byka z powrotem do obory, ale żaden z nich nie był dobry. Adam Engelbrekt był cały czas poddenerwowany. Aż tu pojawił się siedmioletni Kalle...


Opowieść jest bardzo ciekawa. Czuć klimat poruszenia w małej wiosce. Zabawny humor oraz komizm sytuacyjny powodują, że uśmiech nie schodzi z twarzy. Język jest bardzo przystępny dla dzieci. W połączeniu z przepięknymi ilustracjami, efekt przyciągania jest murowany.

Moi chłopcy byli zafascynowani. Myślę, że nie bez znaczenia pozostaje fakt, że głównym bohaterem opowieści jest szanowny pan byk. Słuchali jak zauroczeni, ciekawi jak ta przygoda się skończy.

A potem nie mogło obyć się bez walki...




Za książkę dziękuję
 



poniedziałek, 3 lipca 2017

W pogoni za nieosiągalnym..."Oto jestem" Jonathan Safran Foer Wydawnictwo WAB

"Oto jestem" to spokojna historia o burzliwym życiu jednej, żydowskiej rodziny. Jackob Blochow jest ojcem trzech synów: Sama, Maxa oraz Benyego. Od szesnastu lat pozostaje w związku małżeńskim z Julią. Mają wspólnego psa, Argusa. Wydawałoby się,że nie trzeba im nic więcej, gdyby nie fakt, że właściwie wszystko co ich łączy jest udawane. To co kiedyś było bliskością, zaufaniem, w jakiś dziwny sposób przekształciło się w dystans, udawaną grzeczność. Zamiast miłości, jest chowana uraza, niedopowiedzenia, niezrozumienia. Choć małżonkowie nie są ze sobą szczęśliwi, to trwają ze sobą dla dobra dzieci. A dzieci i tak swoje wiedzą.  Punktem , w którym ten domek z kart się rozpada jest bar micwa Sama. Jak się okazuje, od niej będą zależeć losy tej rodziny, ale też i  narodu żydowskiego.

Książka jest ogromna. Liczy sobie prawie 800 stron. I choć dużo  w niej rozmów nie jest przegadana. Czyta się ją lekko mimo, że akcja nie jest porywająca.  Więcej tu rozmyślań,  rozważań,  niż fabuły.  I choć książka nie spodoba się każdemu,  to tematy w niej poruszane odzwierciedlają życie nie jednego śmiertelnika. Autor w niesamowity sposób pokazuje jak ludzie, którzy byli praktycznie jednością nie chcieli mieć przed sobą żadnej tajemnicy,  przez rutynę,  obowiązki, oddali się od siebie. Stali się sobie obcy. Mieli do siebie więcej pretensji, niż ciepła i pozytywnych uczuć.  Wszystko odbierali na odwrót.

Poza tym niesamowicie pokazana jest miłość rodzicielska. A także to, jak mało rodzice wiedzą o swoich dzieciach. Poświęcają im całe życie, swoje pasje i potrzeby odkładają gdzieś w cień,  a tymczasem ich pociechy są ludźmi, których nie do końca znają,  którzy wcale aż o takie poświęcenie nie proszą.

Nie można też pominąć opisanej w książce, historii narodu żydowskiego i tego jak wielkie piętno odcisnęła ona na swoich obywatelach.  Gdziekolwiek są rozsiani, czy w Ameryce czy w samym Izraelu, ciągle muszą borykać się z walką między przeszłością, a teraźniejszością. Z jednej strony chcą normalnie, współcześnie żyć,  a z drugiej kładą wielki nacisk by nie zapomnieć o tym co ich spotkało. Autor w ciekawy sposób ujął bolączki,  które dotykają tę specyficzna narodowość.  Ten ciągły niepokój o własny kraj,  przyjaźnie z państwami,  które mogą okazać się tylko pozornym wsparciem.

Książka jest niezwykła.  Spotkałam się z opinią,  że jest trochę zbyt nagłośniona, ale zyskuje po jej przeczytaniu.  I chyba coś w tym jest.  Parę razy próbowałam odłożyć ją na później,  ale cały czas było mi szkoda. A kiedy skończyłam czytać, stwierdziłam,  że to " kawał" dobrej literatury.

Polecam  !

Za książkę dziękuję  Wydawnictwu WAB

poniedziałek, 29 maja 2017

Sprawdzona i mądra..."Basia i przyjaciele. Titi." Zofia Stanecka Wydawnictwo Egmont

Choć nie brakuje opowieści o Basi i jej przyjaciołach,  każda następna wydaje się jeszcze ciekawsza i jeszcze mądrzejsza. Mam wrażenie, że Zofia Stanecka w swoich książeczkach podejmuje tematy, o których niestety my, rodzice, często zapominamy. A  przecież w świecie dzieci wszystko ma znaczenie. 

Tym razem Basia przedstawia nam kolegę, który różni się od swoich rówieśników kolorem skóry. Oczywiście dzieci nie  zwracają na to uwagi. Ale Titi spotyka na swej drodze mężczyznę, który kierując się niczym innym jak podłością, obraża chłopca, rzuca wobec niego wiele paskudnych przezwisk. Małemu robi się bardzo smutno. Ale od czego są prawdziwi przyjaciele...zwłaszcza tacy jak Basia.

Po przeczytaniu tej książki czuje się ogromny smutek. Choć (nie zdradzając za wiele)kończy się dobrze, to jednak przykra jest świadomość, że takie rzeczy się zdarzają. Mój mały czterolatek też posmutniał. Ta opowieść stała się dla nas punktem wyjścia do rozmowy, o tym, że ludzie różnią się od siebie, co nie znaczy, że jedni są gorsi, a drudzy lepsi. Świat jest pełen kolorów, dlatego jest piękny.

Zofia Stanecka poruszyła ważny problem dzisiejszego świata. Warto przedstawić go naszym dzieciom i uwrażliwić je na pewne tematy. Może dzięki temu w przyszłości będą lepszymi ludźmi. W końcu całkiem niedługo, świat będzie należał do nich.


Polecam bo na prawdę warto !


Za książkę dziękuję 


niedziela, 28 maja 2017

Znani i lubiani! "Masza i Niedźwiedź", "Smerfy", "Bob Budowniczy" Wydawnictwo Egmont

Z okazji zbliżającego się święta Naszych Pociech, Wydawnictwo Egmont wydało serię książeczek o ulubionych bohaterach dzieci, znanych przede wszystkim z animacji telewizyjnych. I choć może nie są to lektury wyjątkowe, to jednak sprawiają dzieciom wielką frajdę i zachęcają najmłodszych czytania. Ponadto, wiele  z  nich ma charakter interaktywny. Wymaga nalepienia naklejek, rozwiązania zagadek, czy ułożenia puzzli.
W związku z tym, że mam trzech synów, każdy znalazł w tych pozycjach coś dla siebie.

Z serii "Masza i Niedźwiedź" trafiły do nas trzy książeczki. Jedna będąca klasyczną lekturą i przypomnieniem przygód małej Maszy i jej ukochanego Misia. Druga zawiera szablony do odrysowania ulubionych bohaterów dzieci. Ostatnia natomiast jest skierowana do wielbicieli układanek. Wszystkie są przepięknie zilustrowane.
Wielką popularnością cieszą się obecnie bohaterowie znani bardziej rodzicom, niż dzieciom. Swoją druga młodość przeżywają Smerfy. Moi chłopcy zaśmiewają się gdy czytam im o niespodziankach Zgrywusa, albo o pechowym Ciamajdzie.  Przyznam, że te opowieści, które słyszą od mnie, bardziej do nich docierają niż bajki w telewizji. Dodatkowe dwie książeczki zawierają naklejki i zadania, które wpływają na rozwój naszych maluchów.
Który chłopiec nie lubi słuchać o maszynach budowlanych.  Moi chłopcy uwielbiają historie o koparkach, wywrotkach i dźwigach. Dlatego przygody Boba Budowniczego są im szczególnie bliskie. Dużą radość sprawiła im także książeczka, która zyskuje kolory tylko przy użyciu pędzla i wody. Dla mnie super sprawa. Chłopaki bawią się pędzlami, ale przy tym nie ma takiego szaleństwa jak przy farbach.

Podsumowując, jeśli Wasze dzieciaki lubią oglądać wspomniane wyżej bajki, na pewno ucieszą się, jeśli dostaną choćby jedną z tych książeczek. Będzie to dla nich nie tylko rozrywka, ale także szansa na rozwinięcie swoich zdolności manualnych oraz poszerzenie wyobraźni.

Polecam!

Za książeczki dziękuję


niedziela, 21 maja 2017

Hiszpański temperament, uniwersalne wartości "O matko! " Alejandro Palomas Wydawnictwo W.A.B.

Po tę książkę sięgnęłam, bo potrzebowałam czegoś niezobowiązującego. Nie zawiodłam się, a nawet miło zaskoczyłam.

W wieczór sylwestrowy w jednym z mieszkań Barcelony, spotyka się pewna rodzina. Organizatorką spotkania jest Amalia, matka trójki dzieci: Fernanda, Emmy i Silvii. Do tego grona dołącza brat Amalii, Eduardo. Wydaje się, że poznajemy zwykłą rodzinę. Jak się okazuje jest to spotkanie, w wyniku którego na jaw wyjdzie wiele niespodzianek, przywołanych zostanie wiele wspomnień, tajemnice skrywane przed najbliższymi nagle zaczną się odkrywać.

Książka może nie jest arcydziełem, ale w swoich niewielkich rozmiarach zawiera wiele tematów do rozmyślań. Obraz tej rodziny jest przerysowany, ale jednocześnie bardzo realny. Oto mamy najbliższych sobie ludzi, którzy z jednej strony zrobiliby dla siebie wszystko, a z drugiej mają wiele zarzutów, wiele dystansu. Ich doświadczenia życiowe ukształtowały ich w sposób, który może być trudny dla otoczenia. Poza tym zostali osadzeni  w określonych rolach, przez co nawet, a może zwłaszcza, najbliższym trudno zrozumieć, że mają trochę inne potrzeby, inne myśli, niż te do których przywykli. Fenomenem dla mnie jest to, że właściwie niemożliwe jest znaleźć ludzi, którzy tak wiele z nami przeżyli i tyle o nas wiedzą, jak nasi rodzice czy rodzeństwo, a jednak czasem ciężko jest ze sobą rozmawiać, przyznać się do różnych spraw, zaakceptować to, że nasze wyobrażenia nie są zgodne z tym co jest naprawdę.

Ta rodzina jest ukazana w sposób wybitnie przejaskrawiony. Mamy tu przekrój ogólnospołecznych bolączek i przyczyn depresji. Niemniej jednak w tym małym hiszpańskim świecie można odnaleźć cząstkę siebie. 

Co trzeba zaznaczyć, tytuł książki nie jest przypadkowy. Niby to zwykłe powiedzonko, a jednak sprowadza nas do punktu wyjścia. Ta której przybywa lat, miewa dziwne pomysły, czasem próbuje kierować naszym życiem, zdarza się, że już wymaga od nas opieki, cały czas jest jednak Tą, która troszczy się o nas najbardziej, która jedyna w kryzysie potrafi uratować.

Lekka i przyjemna lektura. Dużo zabawnych sytuacji, ewidentnego hiszpańskiego temperamentu. Bez wygórowanych oczekiwań, ale też i bez rozczarowań. Książka dla relaksu, ale nie pozbawiona wartości. 

 Polecam ! !

Za książkę dziękuję Wydawnictwu W.A.B.

piątek, 12 maja 2017

..."Fantom bólu. Reportaże wszystkie" Hanna Krall Wydawnictwo Literackie

To nie będzie dobra recenzja. Nie może być dobry opis, czy ocena, dzieła dla którego słowo "książka" to za mało by udźwignąć jego zawartość. Nie da się streścić  opowiadań, które choć są bardzo krótkie, pokazują więcej niż ogromne tomiska. To nie będzie dobra recenzja. Nie może taką być.

Wydawnictwo Literackie zebrało w jeden tom wszystkie opowiadania i reportaże Hanny Krall. Są to historie znane wszystkim jak "Zdążyć przed Panem Bogiem", ale też inne mniej rozpowszechnione jak "Hipnoza", "Dowody na istnienie", czy całkowicie nowa, niepublikowana część "Biała Maria". Wszystkie z nich opowiadają o ludziach. O ich bohaterskich czynach, ale też i o ułomnościach. Pokazują co się z nimi działo w obliczu czegoś, czego tak na prawdę nie jesteśmy w stanie pojąć. Czegoś w co pewnie wielu z nas dalej nie może uwierzyć. Widzimy jak wielkie targały ludźmi emocje. Była złość, agresja, ale też załamanie, była nienawiść, ale nie zabrakło też i miłości. Było sprawdzenie samego siebie. "Tyle wiemy o sobie ile nas sprawdzono..." jak pisała Wisława Szymborska. Ale czy musiało dojść do aż takich zdarzeń, by ujawnić kto więcej jest w stanie poświęcić, kto więcej jest w stanie wytrzymać?Trudno pogodzić się z Panem Bogiem, kiedy dopuścił do tak strasznych rzeczy, trudno w Niego wierzyć. Podczas lektury nie raz pojawia się pytanie, czy fakt, że udało im się przeżyć, rzeczywiście było czymś dobrym dla tych ludzi. Życie po takim doświadczeniu wcale nie było proste, na pewno nie było już normalne.

Przyznam szczerze. Ta książka trafiła do mnie jeszcze w marcu. Z premedytacją nie spieszyłam się. Znaczenie miało każde słowo, każde opowiadanie. Myślę, że do tej lektury trzeba podejść z ogromnym szacunkiem i pokorą. I choć nie sprawia trudności samo czytanie, sprawy których dotyka są niezwykle trudne i bolesne. Hanna Krall ma niezwykłe wyczucie, jak trafić do prostego człowieka. Te historie siedzą jeszcze w głowie długo po przeczytaniu. 

Sedno treści oddaje "Powieść dla Hollywood". Autorka opowiada jak została poproszona przez kobietę, która przeżyła holocaust, o napisanie książki o jej życiu. Pani Izolda wymarzyła sobie wielką powieść, pełną scen i historii, które były jej udziałem. Gdy Hanna Krall skończyła i pokazała to co stworzyła, Pani Izolda nie była zadowolona. Było to dla niej za mało:

"-To było wszystko takie okropne(...) ta moja rozpacz, moje serce, moje łzy,a u Pani? Parę zdań- i to już wszystko?
- Im większa rozpacz, tym mniej trzeba zdań, pani Izoldo..."


Nie polecam tej książki. Jej nie trzeba polecać. Ją trzeba mieć. Powoli i spokojnie należy się z nią zapoznawać, przemyśleć wszystko co jest w niej opisane. A po skończonej lekturze trzeba do niej systematycznie zaglądać, by nigdy nie zapomnieć.  


Za książkę dziękuję

środa, 3 maja 2017

Pomysłowa/Eksperymentalna... "Projekt Królowa" Dominika Rosik Wydawnictwo Zysk- S-ka

Mam duży kłopot z tą książką. Pomysł bardzo mnie zaintrygował. I choć nie czytało się źle, spodziewałam się czegoś lepszego.

Osiem osób budzi się w podziemiach szpitala psychiatrycznego. Nikt nie pamięta jak się tu znalazł. Nikt do końca nie pamięta kim jest. Co chwilę pojawiają się różne dziwne znaki, które wywołują strach i co raz większe pogubienie wśród grupy. Okazuje się, że zostali poddani eksperymentowi. Nikt nie wie jak to wszystko się skończy, komu można zaufać, i czy przegrana nie oznacza utraty życia. Granica między snem, a rzeczywistością zaciera się.

Pomysł książki jest bardzo ciekawy i na pewno zachęcający czytelnika. Sposób napisania jest przystępny. Jednak czegoś mi w tej powieści brakowało. Pierwsze dwieście stron było przegadane. I gdyby nie fakt ze łatwo się czytało, nie wiem czy wytrwałabym do końca. Dopiero gdzieś w połowie poważnie się wciągnęłam i już chciałam znać rozwiązanie zagadki. Utwierdziłam się w przekonaniu, że autorka miała dobry pomysł,  ogromną wiedzę i spryt by ogarnąć taką opowieść. Mam wrażenie, że zabrakło zwięzłości, która utrzymywałaby napięcie. Dodatkowo, sposób kształtowania relacji międzyludzkich, zwłaszcza damsko-męskich, był jak dla mnie niezbyt przekonujący. Zabrakło mi naturalności.

Podsumowując, jest to książka, którą czyta się lekko. Co ciekawe, pokazuje różne oblicza natury ludzkiej w sytuacji zagrożenia. Daje do myślenia czy w  momencie ryzyka,myślimy o tym by ratować siebie, czy innych.  Gdzie jest granica ingerencji lekarzy, naukowców w życie pacjentów, celem ratowania ich zdrowia.

Czytelnicy szukający dobrego, nowego pomysłu w powieściach, powinni sięgnąć po tę pozycję. Jednak Ci mający trochę większe wymagania, mogą się rozczarować. Ale niech każdy przekona się na własnej skórze. W końcu o gustach się nie dyskutuje.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka

wtorek, 25 kwietnia 2017

Minimum słów..."Całe życie" Robert Seethaler Wydawnictwo Otwarte

 

Miliony ludzi. Miliony historii. Każdy człowiek czuje, że jego życie, jego los, jest wyjątkowy. Dlaczego? Bo jest jego. Większość z nas dąży do tego, żeby coś w tym życiu przeżyć, osiągnąć jak najwięcej. Nasza egzystencja musi być pełna uniesień, niezapomnianych wrażeń i tego co najlepsze.Tymczasem mamy historię człowieka, którego życie na pewno nie było łatwe, nie było pozbawione zakrętów i upadków, a jednak jedyne czego pragnął to najprostszych rzeczy. A nawet gdy ich nie dostawał, albo gdy były mu zabierane, przyjmował to. Zamiast narzekać robił to co umiał najlepiej. Czy my byśmy tak potrafili?

Andreas Egger był człowiekiem, którego los nie oszczędzał. Szybko stracił matkę. Wychowywał go wuj, który nie okazywał mu zainteresowania (poza biciem rózgą). Dotknęło go kalectwo. Ale mimo tak trudnych początków, stał się człowiekiem bardzo silnym, odpornym i pracowitym. Był on człowiekiem prostym. Nie posiadał ogromnej wiedzy, ale w swoich decyzjach wykazywał się ogromną mądrością. W pewnym momencie wydawało mu się, że osiągnął szczęście, ale los szybko mu je odebrał.

Bardzo ciężko opisać tę książkę w szczegółach, gdyż ona sama jest zaledwie 160-stronicową pozycją. Ale mimo tego skondensowania, nie traci ona ani na treści, ani na uroku. Niezwykłe jest to, jak w bardzo niewielu słowach opisana jest cała historia człowieka, który na prawdę dużo przeszedł. Chciał po prostu przeżyć swój czas jak najprościej, bez zbędnych komplikacji. Wystarczył zwykły kąt, chleb, kontakt z naturą  i ta jedna, jedyna... Jednak plany wobec jego osoby były inne...

Od razu nasuwa się refleksja, że zapominamy o tym co jest w życiu ważne. Świat pędzi, a my z nim. Próbujemy nadążyć, a gdy się to nie udaje (bo zwykle się nie udaje) następuje załamanie.  Tymczasem, mamy tu kogoś, kto miał mnóstwo powodów by się poddać, a mimo to nie dał się. Przyjmował wszystko tak jak było. Nie bez żalu, nie bez smutku. Ale bez rozpaczy, bez rozważań "dlaczego ja?". Akceptacja w pełnym tego słowa znaczeniu.

Książka jest krótka. Książka bez względu na to o czym w danym momencie opowiada, jest bardzo spokojna.  Co nie znaczy, że emocje, które wywołuje nie są burzliwe. Wystarczy jedno popołudnie na jej poznanie. Potem jednak pozostaje wiele godzin rozmyślań.

Polecam ! !

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Otwarte